środa, 4 lutego 2015

Rozdział III- Spotkanie

Wszedł polonista. Młody mężczyzna w wieku ok. 30 lat. Miał krótko ścięte czarne włosy i tego samego koloru oczy. Ubrany był w zieloną koszule i ciemne dżinsy.
-Witajcie- przywitał nas.
Grzecznie odpowiedzieliśmy.
Lekcje prowadził ciekawie, aż chciało się słuchać i słuchać.
W pewnym momencie rozejrzałam się po klasie. Wiele dziewczyn patrzyło się na niego z rozmarzonym wzrokiem. Zachichotałam cicho na ten widok. Na szczęście nikt nie zwrócił na to, no z pewnym wyjątkiem. Wiktor szturchnął mnie ramieniem i spojrzał pytająco. Wzruszyłam ramionami. Westchnął i znów skupił się na lekcji.
Zadzwonił dzwonek. Spakowałam książki i wyszłam z sali. Chłopak oczywiście za mną. Odwróciłam się do niego i uniosłam prawą brew.
-Hm?- mruknął.
-Czemu za mną chodzisz?- spytałam.
-A co? Nie mogę?
-Pomyślmy...-udałam, że się zastanawiam i spojrzałam na niego twardo- nie.
Sapnął zirytowany.
-Dlaczego?
-A dlaczego nie?
-Bo nikt mi się nie oprze...-posłał mi spojrzenie jakim chciał mnie chyba ,,poderwać''
Uśmiechnęłam się z kpiną i odeszłam.
Nagle przed oczami pojawiła mi się ciemność czułam, że coś jest nie tak. Osunęłam się na ziemie zanim straciłam przytomność.
Znalazłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu o błękitnych ścianach i jasnych meblach. Na jednym z foteli siedziała kobieta w długiej białej sukni ze srebrnymi nitkami u dołu spódnicy i rękawów. Marchewkowe włosy opadały kaskadami na ramiona. Zielone oczy patrzyły życzliwie, a usta rozciągały się w dobrodusznym uśmiechu. Patrzyła na mnie.
-Hm...dzień dobry-powiedziałam nieśmiało.
-Dzień dobry- odarła- siadaj, proszę.
Zrobiłam to i popatrzyłam na nią z pytaniem wypisanym na twarzy.
-Na pewno chcesz wiedzieć co tu robisz i jak się tu znalazłaś...-pokiwałam potakująco głową- No dobrze. Od czego by tu zacząć... jestem Kalipso i chcę prosić cię o pomoc.
-W jakiej sprawie?
-Chodzi o mojego bratanka Krzysztofa Kruszyńskiego...ma kłopoty.
-Przepraszam ale czemu pani mi o tym mówi? Jak ja miałabym mu pomóc? Przecież sama mam swoje problemy.
-Wiem, ale to bardzo ważne. Od tego zależą też twoje losy...- powiedziała tajemniczo.
Westchnęłam zrezygnowana.
-Co mam zrobi i gdzie znaleźć tego Kruszyńskiego?- mruknęłam.
Odpowiedziała mi uśmiechem.
-Adres znajdziesz w swoim pokoju na biurku kiedy wrócisz do domu. Numer telefonu masz już w komórce.
-Dobrze, a w czym mam mu pomóc?
Zaczęłam znikać, spojrzałam na nią zdziwiona. Posłała mi uspokajające spojrzenie.
-Dowiesz się, ale sama...-jej głos coraz bardziej cichł.
Pokiwałam jeszcze głową i już mnie nie było.
Ogarnęła mnie ciemność.
Ocknęłam si. Powoli otworzyłam oczy i napotkałam brązowe tęczówki.
-Aliea?
-Nie duch...
Uśmiechnął się z ulgą.
-Zemdlałaś.
-Gratuluje odkrycia...- mruknęłam.
Dopiero teraz zauważyłam, że mam głowę na jego kolanach, a on trzyma moją twarz w rękach.
-Mógłbyś mnie puścić?
-Jasne- wydawał się trochę zmieszany, ale wziął dłonie.
Podniosłam się, otrzepałam ubranie i wzięłam torbę, która mi upadła.
Rozejrzałam się i zdziwiona zauważyłam, że przygląda mi się wiele osób.
-Sytuacja opanowana, można się rozejść.
Popatrzyli po sobie chyba trochę zdziwieni i wrócili do swoich spraw.
Ruszyłam  do przodu i już byłam przy wyjściu, kiedy ktoś złapał mnie za ramię. Obróciłam się i znów spojrzałam w te czekoladowe oczy. Sapnęłam zirytowana i popatrzyłam na niego wyzywająco.
-Czego ty znowu chcesz?!- warknęłam strącając jego dłoń.
Usłyszeliśmy dzwonek mojej komórki. Wyciągnęłam ją z torby. Na wyświetlaczu pokazany był nieznany mi numer.Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Słucham?
-Witaj, cukiereczku...-poznałam od razu ten głos.
-Spadaj.
Rozłączyłam się.
Nie dobrze...skoro zna już mój numer to tylko kwestia czasu kiedy nas znajdzie. A dopiero się tu wprowadziłyśmy. Może jak rozwiąże tę sprawę to będę miała od niego spokój?  Tylko jak ona tego dokona, w jaki sposób mi pomoże? Cóż zawsze warto spróbować.
-Aliea?
Wiktor wyrwał mnie z rozmyślań.
-Nie możesz się ode mnie wreszcie odczepić? Czy to tak trudno zrozumieć, że chcę chwili spokoju?- mój głos zabrzmiał płaczliwie.
Spojrzał na mnie zdziwiony, ja też się zdziwiłam, od kiedy ja tak jęczę?
Mój telefon znów się rozdzwonił. Odebrałam.
-Aliea, musisz szybko wracać do domu. Mam złe wiadomości.
-Dobrze, już idę. Kto?
-Wiesz kto...
Westchnęłam.
-Wiem, pa.
Rozłączyłam się. Szybko wyszłam ze szkoły. Biegłam. Marya tylko w wyjątkowych sytuacjach każe mi wracać ze szkoły do domu i to w czasie lekcji. Cóż mam szczęście, nie będzie awantury. W końcu sama chciałam pójść do domu. Dotarłam na miejsce po jakiś piętnastu minutach (jestem niezłą biegaczką).
Szybko weszłam do budynku. Siostra czekała na mnie w korytarzu.
-Co się stało?- zapytałam rozbierając się z kurtki.
Dołączyła do nas kobieta z mojego ,,snu''- bo nie wiem jak to nazwać.
-Dzień dobry-powiedziałam.
-Witaj ponownie- odpowiedziała.
-Musimy poważnie porozmawiać...-zastygłam słysząc tak poważny ton głosu siostry.
Coś tu brzydko pachnie...
Bez zbędnych słów poszłyśmy do salonu, gdzie miała się odbyć ta rozmowa.