Emilka ;33
~*~*~*~
Usiadłam na kanapie. Po prawej miałam moją siostrę, a po lewej ją. Obie siedziały na fotelach.Spojrzałam na kobietę, która nas odwiedziła. Miała na sobie tą samą suknie. Ale tym razem patrzyła na mnie z powagą co lekko wyostrzyło jej rysy twarzy. Czułam się trochę nieswojo, pod spojrzeniem jej zielonych oczu..
Westchnęłam cicho, miałam złe przeczucia.
-To o co chodzi? Kim pani jest? I co pani tu robi?
-Jestem Kalipso, jak już ci mówiłam i przybyłam by prosić cię o jeszcze jedną przysługę-w jej oczach dostrzegłam błysk niepewności.
Coś nowego.
-Nie sądzi pani, że sama pomoc pani bratanku to już sporo zwłaszcza, że nawet nie wiem gdzie go szukać-zamilkłam.
Westchnęła i potarła ze zmęczeniem czoło.
-Wiem, ale tym razem chodzi o coś więcej. Czuje w tobie magię, która nie pojawiła się od tysiącleci. Tylko ty możesz uratować nasz świat i lud Cross. Potrzebujemy cię- natarczywie się we mnie wpatrywała.
A mnie dopadła nagła suchość w ustach, oczy zalśniły mi od powstrzymywanych łez. Cross...świat który dawno temu skazał mnie na potępienie,jego mieszkańcy, którzy jak się spodziewałam zabili moich rodziców i my dwie, moja siostra i ja w obcym świecie, na obcej ziemi, same. Nie wiem czy potrafiłam to wybaczyć. Bólu nie da się zapomnieć, jeszcze trudniej go przebaczyć. Czy byłam na to gotowa? Musiałam się nad tym zastanowić.
Wstałam gwałtownie i pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i padłam na łóżko zalewając się łzami. Płakałam bez opamiętania. Przez cały ten czas tłumiłam uczucia. Starałam się być silna, dla Maryi. Wiedziałam,że jej jest równie ciężko. Po pewnym czasie usłyszałam pukanie. Nie odpowiedziałam, ale moja siostra i tak weszła do środka. Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła, teraz płakałyśmy razem. Wylewając żal, tęsknotę, ból, niepewność i wszystkie skrajne emocje towarzyszące nam do tej pory.
W końcu uspokoiłyśmy się na tyle by już nie szlochać. Ale nadal trwałyśmy w uścisku.
-Może powinnyśmy do niej wrócić, bo jeszcze pomyśli, że coś nam się stało-powiedziala moja siostra.
-Dobrze-odparłam.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i poszłyśmy do salonu.
Mój uśmiech zbladł, a wargi powoli opadły.
Westchnęłam.
Znowu usiadłam i spojrzałam na Kalipso bez żadnego wyrazu.
Moja twarz była nie ruchoma niczym marmur.
To był mój sposób na radzenie sobie z trudnościami. A raczej problemem z opanowywaniem emocji. Marya zawsze mówiła, że można ze mnie czytac ja z otwartej księgi.
Dlatego musiałam opanować tą sztukę i zajęło mi to sporo czasu.
-Czego wymagasz ode mnie i mojej siostry?- zadałam pytanie jako pierwsza, ale zimno niczym lód.
-Niczego, chciałam prosić tylko o pomoc. Nie mogę wymagać, kiedy wiem ile krzywdy stało się wam z winy naszych decyzji. Nic tego nie zmaże i jestem tego świadoma. Dlatego powiem jeszcze raz, proszę pomóżcie mi ocalić mój lód.
W jej głosie zabrzmiały błagalne nuty.
Zdziwiło mnie nie to. W końcu osoby na jej pozycji były przyzwyczajone do wydawania rozkazów i często nie przyjmowały odmowy.
Dlatego te słowa miały podwójną wartość.
Spojrzałam na siostrę. Mimo maski doskonale wyczuwała moje emocje. Byłam jednocześnie zdziwiona i poddenerwowana.
-Ale nadal nie wiemy w czym mamy ci pomóc. Nie możemy pakować się w nieznane, a później poszukiwać rozwiązania po omacku.
Kiwnęła głową, przy czym marchewkowe włosy opadły na jej twarz. Odsunęła je zniecierpliwionym ruchem ręki.
-Potrzebuje cię- spojrzała na mnie- abyś uzdrowiła lasy i stworzenia w nich żyjące. Stało się coś, a my nie wiem co. I to nas niepokoi, bo nie możemy pomóc nie znając problemu.
Skinęłam głową.
-Ale jak mam wam pomóc? Nie znam się ani na roślinach ani na zwierzętach.
Uśmiechnęła się do mnie dobrodusznie.
-Znasz-powiedziała cicho-ale musisz sobie to przypomnieć. Zostałaś przez Nią wybrana.
Zmarszczyłam brwi skonsternowana. Co to miało znaczyć, jaką nią?
Już dawno zapomniałam nauki z tamtego świata, miałam tylko osiem lat, a wszystkie tamte informacje zostały wyparte przez wszystko co musiałam sobie przyswoić.
Marya natychmiast spojrzała się na mnie ze smutkiem i potwierdzeniem sobie tylko znanych przypuszczeń.
Nie spodobało mi się to spojrzenie. Zwiastowało coś złego, tylko jeszcze nie wiedziałam co. A to było bardzo niepokojące.
-Nie rozumiem. Kim jest ta Ona? I dlaczego mam być jej wybranką? Przecież to nieprawdopodobne- ostatnie mruknęłam do siebie pod nosem.
-Zostałaś wybrana przez samą Mer, matkę natury. Ona pobłogosławiła cię. Dała ci dary, dzięki którym będziesz w stanie nas uratować.
Coś tu było nie tak. Czułam to, ale nie miałam pojęcia dlaczego. Podświadomie wiedziałam, że nie mówi mi prawdy. To było frustrujące.
Ale postanowiłam rozegrać to inaczej. W końcu i tak prędzej czy później będę musiała poznać tą tajemnice, którą skrywała a do tego czasu mogę uratować ich świat.
Mimo, że nie wybaczyłam ran które pozostały ani nie wygojonych blizn, postanowiłam im pomóc. A gdzie mnie to poniesie to już inna sprawa.
-Dobrze pomogę wam- zgodziłam się.
-Wspaniale!- wykrzyknęła rozentuzjazmowana Kalipso.
-Ale Marya będzie ze mną- powiedziałam twardo.
-Oczywiście- zgodziła się ochoczo.
-To może pójdę wziąć kilka rzeczy- mruknęłam.
Podniosłam się z siedzenia i już miałam iść, gdy zatrzymała mnie. Z uśmiechem wyjaśniła mi, że wszystko czego potrzebuje będzie czekało na mnie w komnacie, którą dostane. Wzruszyłam ramionami.
Spojrzała pytająco na mnie i Marye.
Skinęłyśmy głowami.
Stworzyła portal. Tak bardzo podobny do tego, który kiedyś zrobiła moja siostra.
Czekał mnie nowy, stary świat. Jak to śmiesznie brzmi. Nowy, stary...ale tak jest. Kiedyś to był mój dom, teraz odległe wspomnienie, które powraca.