-Wstawaj! Jesteśmy na miejscu- powiedziała Marya szturchając mnie w ramie.
-Już, już wstaję- odezwałam się sennie.
Przetarłam dłonią oczy i ziewnęłam głęboko, przeciągając się.
Wyjrzałam przez okno. Nasz samochód stał przed nowoczesnym domkiem jednorodzinnym. Wysiadłam z auta i przyjrzałam się budynkowi. Był pomalowany na biało, z ciemnoczerwonym dachem i tego samego koloru drzwiami. Taras który popieramy dwie kolumny był osłonięty. Jego podłoga pokryta była panelami. Na niej stała drewniana huśtawka i mały stoliczek. Na barierkach wokoło ustawiono doniczki pełne różnokolorowych kwiatów. Przez chwilę napawałam się tym widokiem.
Potem pomogłam Maryi wyciągać walizki z samochodu i przytaszczyć je do domu. Opadłyśmy zmęczone na fotele w salonie. Meble z jasnego drewna wspaniale tutaj wyglądały, a czerwona kanapa dodawała szyku. Ściany białe z czarnymi, skomplikowanymi wzorkami w rogach i szare zasłony w oknach.
-Zrobię lemoniadę- powiedziałam i wstałam ociężale z miękkiego siedzenia.
-Mamy cole i kostki lodu w zamrażarce...-podpowiedziała moja siostra.
Pokiwałam głową i skierowałam się do kuchni. Ściany były tam pomalowane na jaskrawą limonki. Meble były białe, tak samo jak podłoga zrobiona z płytek. Podeszłam do szafek i zaczęłam je otwierać dopóki nie znalazłam odpowiedniej. Wyjęłam dwie szklanki i nalałam do nich napoju. Wyłożyłam z lodówki pojemniczek z lodem i włożyłam po 4 kostki do każdego naczynia. Wróciłam do salonu i podałam Maryi jedną ze szklanek. Usiadłam znów na fotelu i zaczęłam pić powoli cole. Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Wstałam, odłożyłam na stolik napój i poszłam do drzwi. Ostrożnie wyjrzałam przez wizjer. Stała tam starsza pani z ciastem na moje oko czekoladowym. Otworzyłam drzwi, a staruszka uśmiechnęła się do mnie.
-Dzień dobry-powitałam ją.
-Dzień dobry. Jak miło, że ktoś zamieszkał w tym domu. Stał tyle czasy pusty...-zaczęła mówić.
-Tajk ja też się ciesze-powiedziałam-niech pani wejdzie-odsunęłam się od drzwi wpuszczając sąsiadkę do środka- Marya! Mamy gościa, sąsiadka przyszła!
Mimowolnie wyobraziłam sobie jak wyskakuje tu w swoim ulubionym stroju złożonym z czarnych leginsów, czarnej bluzki na grubszych ramiączkach i czarnej skórzanej kurtki z kozakami nad kostkę.
Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Po chwili przyszła moja siostra. Uśmiechnęła się do kobiety i uścisnęła z nią dłoń przedstawiając się:
-Marya Szafir.
-Bożena Lubowska- odpowiedziała.
-A ja jestem Aliea- wtrąciłam nieśmiało.
-Jak miło. Przyjaciółki w moim sąsiedztwie. Mam nadzieje, że będziecie do mnie wpadać.
-Jesteśmy siostrami i z wielką przyjemnością będziemy chodziły do pani na pogaduszki. Teraz zapraszam do kuchni-gestem pokazała, aby szła za nią i ruszyłyśmy do kuchni.
Nalałam wody do czajnika i przygotowałam kubki z naparem. Usiadłam na krześle przy siostrze.
-Na jak długo się tutaj wprowadziłyście?- zapytała staruszka.
-Nie wiemy-odpowiedziała Marya niepewnie-czas pokaże!
Uśmiechnęłam się do pani Bożeny.
-Może zje pani coś?- zagadnęłam.
-Pokrój to ciasto, które przyniosłam, czekoladowe.
Na jej ustach pojawił się uśmiech, kiedy zobaczyła moją rozradowaną minę.
Zabrałam się krojenie smakołyku, przy okazji zalewając naszą herbatę wrzątkiem. Postawiłam kubki i talerze na stoliku.
Rozmawiałyśmy z miłą staruszką jeszcze jakąś godzinę.
Potem poszłyśmy z siostrą ją odprowadzić. Kiedy wróciłyśmy obejrzałyśmy jeszcze jakiś film w telewizji.
Nim się obejrzałam była 22:00. Weszłam do mojego pokoju. Niebieskie meble i pastelowe ozdoby, czarny dywan i pościel. Wszystko wyglądało cudownie.
Zabrałam niezbędne rzeczy i zamknęłam się w łazience. Po toalecie poszłam spać. Położyłam się i po chwili odpłynęłam do krainy snów.
Śniła mi się zielona łąka pełna kolorowych kwiatów. Siedziałam pod drzewem i patrzyłam na zachód słońca. Biała suknia, którą na sobie miałam marszczyła się na trawie.
W pewnym momencie pojawił się jakiś chłopak. Niebieskie tęczówki wpatrywały się we mnie natarczywie. Włosy o piaskowym odzieniu blondu poruszały się na wietrze. Czarna koszula powiewała w podmuchach delikatnego ciepłego wiatru.
Uśmiechnął się, podszedł do mnie usiadł obok nieprzerwanie patrząc na mnie.
Obudziłam się na dźwięk budzika.
Na chybił trafił wyłączyłam go. Ziewnęłam głęboko i przeciągnęłam się, siadając.
Podeszłam do szafy i wzięłam coś do ubrania. W łazience się przebrałam. Przez chwilę wpatrywałam się w swoje odbicie. Pofarbowane, czarne włosy opadały kaskadami na moje ramiona nadając cerze bledszy odcień. Błękitne oczy patrzyła czujnie i nieufnie. Pełne usta rozciągały się w leniwym pozornie szczerym uśmiechu. Miałam na sobie granatową koszule w czarne paski i białe dżinsy.
Po oględzinach zeszłam na dół. Już w korytarzu słyszałam jak, Marya krząta się w kuchni, a do moich nozdrzy doszedł zapach cynamonu.
Weszłam do kuchni i powitałam siostrę szerokim uśmiechem wraz ze słowami:
-Dzień dobry!
Odwzajemniła mój gest i postawiła na stole dwa talerze z zapiekanką ryżową.
-Mhm...moja ulubiona. Kocham cię siostrzyczko.
Prychnęła.
-Jakbym nie wiedziała!
Zjadłyśmy śniadanie w przyjemnej ciszy.
Rozkoszowałam się smakiem dania i popijałam sokiem jabłkowym.
Gdy skończyłyśmy wzięłam nasze talerze i umyłam nad zlewem.
Potem pocałowałam ją w policzek, dziękując i poszłam do siebie.
Wzięłam torbę, spakowałam odpowiednie książki i już stałam w hallu, ubierając się. Gotowa opędziłam na przystanek autobusowy. Bo do szkoły miałam kawał drogi.
Szłam brukowaną ulicą tuż obok asfaltowej drogi, co rusz mijałam nieduże drzewa o zielonych liściach, połyskujących w promieniach słońca. Po drodze mijałam niewielu ludzi.
Wreszcie dotarłam do celu. Stanęłam przy czerwonym przystanku. Ściany ze szkła oblepione były plakatami, albo pomalowane grafit, a w niektórych miejscach nawet popękane.
Nie wyróżniałam się w tłumie. Czarna kurtka i biała apaszka były przewidywalnym zestawem.
Nadjechał mój autobus. Wsiadłam nieśpiesznie. Usiadłam na jednym z wielu wolnych miejsc i patrzyłam przez okno. O bilet nie musiałam się martwić, Marya załatwiła mi miesięczny jeszcze przed tym jak tu przyjechałam.
Pojazd ruszyła, a wraz z nim krajobraz. Mijaliśmy wiele małych sklepików, bloków i ludzi.
Każdy z nich gdzieś się spieszył. Szary tłum i niczym nie wyróżniające się postacie. Mimowolnie przypomniała mi się piosenka i jej wers,,Zakładasz szary płaszcz
Łatwo wtapiasz się ...'' Na moich ustach mimowolnie zagościł uśmiech. Autobus zatrzymał się, a ja wysiadłam na tym przystanku. Ruszyłam nieśpiesznym krokiem w stronę liceum. Razem ze mną podążali tam też inni nastolatkowie.
Mijałam ich bez szczególnego zainteresowania. Aż nagle moją uwagę przyciągnął chłopak o piaskowych włosach. Odwrócił twarz w moją stronę. Ujrzałam brązowe oczy, średni nos i piękne usta.
Przez chwilę wydawało mi się, że widzę Jego.
Odwróciłam głowę, a w moich myślach pojawiła się czarna otchłań wspomnień...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz